czwartek, 08 lipca 2010
Judasz a ludzkie wybory
Czy postać apostoła Judasza może nam pomóc w rozumieniu niezrozumiałych i zadziwiających, a często wręcz tragicznych wyborów młodzieży? W uporządkowanym świecie moralnych daltonistów, rozpoznających jedynie czerń i biel ludzkich postaw oraz wyborów, postać apostoła Judasza opisywana bywa wyłącznie w ciemnych barwach. Zresztą jak gdyby zgodnie z świadectwem Ewangelii wg św. Jana: „On więc, wziąwszy kawałek chleba, natychmiast wyszedł, a była noc” (J 13,30). Mimo wszystko warto zachować wrażliwe serce i mając szeroko otwarte oczy próbować rozjaśnić nieco ciemność nocy, w którą odważnie wkroczył Judasz. Zastanówmy się nad tą postacią i spróbujmy zrozumieć, co działo się wówczas w jego sercu, a może niejeden z nas spojrzy wówczas z większym dystansem i z jeszcze większą miłością wstawienniczej modlitwy na życiowe wybory swoich bliskich.
Biskupie porządkowanie

Biskupie urzędowanie w Kościele niejedno ma imię: duszpasterz, widzący dalej (zob. Eklezjolik, [w:] Zwiastun 48, nr 9, Bielsko-Biała 2008, s. 12;), ojciec, przyjaciel księży, ale przecież także nadzorca. Biskupowi nie tylko wypada, ale jakże często trzeba wręcz w parafii, na terenie swojej diecezji, coś uporządkować. Nadzorcze kontrolowanie, kończące się odbudowywaniem i naprawianiem, na pewno nie jest wdzięczną rolą i być może dlatego biskupi niechętnie wykorzystują swoje nadzorcze uprawnienia.

Nic na to nie poradzimy, że w Kościele zdarzają się sytuacje, wymagające natychmiastowej reakcji i biskupiego porządkowania. Mój sprzeciw budzą natomiast metody, którymi biskupi zwykli nadzorować i porządkować. Utarło się bowiem uważać, a w praktyce najczęściej do tego sprowadzają się nadzorcze działania biskupów, że gdy wybucha kryzys wiary bądź trzeba rozwiązać gospodarczo – administracyjne zaniedbania w parafiach, wówczas zarządza się kontrolną wizytację. Zaczynają działać wysokie komisje i zostają uruchomione procedury, które kończą się sankcjami, zaleceniami i środkami dyscyplinującymi. Wydaje się, że kryzys zostaje zażegnany, a biskupie urzędowanie pozornie spełnia nadzorcze zadania. Nic z tych rzeczy!

Kto nam – luteranom, uczniom Chrystusa, dumnym z bycia Kościołem Słowa Bożego – wmówił, i dlaczego daliśmy sobie wmówić, że porządek w Kościele zaprowadza się kontrolnymi wizytacjami i środkami dyscyplinującymi? Dlaczego w Kościele władzę przejmują i cieszą się zaufaniem ludzie, otwarcie mówiący o konieczności porządkowania Kościoła kontrolami, dyscyplinowaniem i jakimiś mitycznymi procedurami? W prawnych dokumentach Kościoła co prawda znajdują się zapisy o wizytacyjnych obowiązkach biskupa Kościoła i biskupów diecezjalnych. Zastanówmy się jednak nad tym, czy powinny być wizytacjami kontrolnymi, czy może duszpasterskimi, budującymi wiarę, podczas których biskup powinien przy okazji pomóc parafii rozwiązać społeczne i administracyjne problemy?

W Kościele Słowa Bożego, wspólnocie, której największym skarbem jest Ewangelia o Bożym zbawieniu w Jezusie Chrystusie, porządek zaprowadza się zwiastowaniem Ewangelii, czyli budowaniem wiary i budzeniem zaufania do ludzi Kościoła, zwiastujących Bożą Ewangelię! Nie chcemy biskupów, którzy straszą, dyscyplinują, wprowadzają procedury i nadużywają swojej władzy: „Wiecie, iż książęta narodów nadużywają swej władzy nad nimi, a ich możno rządzą nimi samowolnie. Nie tak ma być między wami; ale ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym” ((Mt 20,25-27).

Chcemy biskupów, którzy porządkują, zwiastując Słowo, zdolne do porządkowania kosmosu i harmonizowania ludzkiej osoby; którzy rany, zadane przez świat i grzech, leczą Ewangelią; którzy niespokojnych uspokajają Słowem o pokoju; którzy zwaśnionych jednają Słowem pojednania. Chcemy Kościoła Słowa a nie Kościoła procedur!

Chcemy biskupów, którzy nie pozbawili się narzędzi, z pomocą których mogą wykonywać swą nadzorczą i porządkującą służbę. Ich młotem i dłutem niech pozostaje modlitwa i solidna teologiczna wiedza. Posługując się nimi nie stoją na straconej pozycji. Rzecz w tym, aby doceniali wartość pracowni, w której na długo przed ukończeniem dzieła, powinien zostać użyty ów młot i dłuto. Modlitwy do Ducha Świętego o dar rozumienia i wykładania Bożego Słowa nie można sobie zostawić na ambonę, a wykręcanie się przed studiowaniem teologii, przy pomocy której należy pracować nad biblijnymi tekstami, nie może być uznane za pozytywną cechę kaznodziei, a tym bardziej biskupa. Chwile spędzone przez kaznodzieję w gabinecie, ze wszystkich są najbardziej błogosławione. Pamiętać powinni o tym również słuchacze kazań. Ksiądz finansista, a biskup administrator ostatnim porywem sił, w sobotnią noc siądzie przy biurku, aby coś uczynić ze Słowem na ambonę, ale w jego pracy będzie bardzo mało „twórczego zapału”.

Przy okazji warto wspomnieć jeszcze jeden problem. Otóż współcześnie coraz częściej oddziela się pracę duszpasterską od kaznodziejskiej. Nic bardziej błędnego. Najważniejszym miejscem spotkania biskupa nadzorcy, a jednocześnie biskupa duszpasterza, ojca, i widzącego dalej, z wiernymi, a przyjaciela z księżmi, jest ambona. Na zwiastowaniu Bożego Słowa opiera się biskupia służba i biskupia władza w całym bogactwie i różnorodności jej form!!!. Im biskupie kaznodziejstwo będzie stało na wyższym poziomie, tym mniej w kościelnej społeczności będzie duszpasterskich kłopotów, na które trzeba potem używać nadzorczych narzędzi.

Módlcie się słuchacze kazań, aby do Waszych parafii chętnie przyjeżdżali biskupi, którzy chcą być Waszymi duszpasterzami, a Słowem żywego Boga wykonywać swoją nadzorczą władzę.

 

Profetyczny (prorocki) Duch Kościoła

Rozpocznę Eklezjolik przemyśleniami po lekturze dwóch tekstów biblijnych, które uświadomiły mi prawdę o jedności, a właściwie kontynuacji działania Ducha. Pierwszym jest tekst o przekazaniu części ducha Mojżesza, starszym w Izraelu (4 Mż 11,10nn). Wniosek opowiadania jest zaskakujący: duch tych, którzy wówczas prorokowali, był duchem z du-cha Mojżesza. Podobnie ma się rzecz z Eliaszem i Elizeuszem (2 Krl 2,1-15). Wpierw po-przez narzucenie płaszcza pierwszy powołuje drugiego, potem – na wyraźną prośbę – Elizeusz otrzymuje od Eliasza część jego ducha.

Warto pamiętać, że Eliasz był porównywany z Mojżeszem i chociaż nie dorównywał mu autorytetem, mimo wszystko profetyzm Eliasza był w ideowy sposób zależny od największego z proroków. Zresztą rola Mojżesza i jego profetyzm w całym St. Testamencie jest wyjątkowy: „I rzekł Pan: Słuchajcie moich słów: Jeżeli jest u was prorok Pana, To objawiam mu się w widzeniu, Przemawiam do niego we śnie. Lecz nie tak jest ze sługą moim Mojżeszem. W całym moim domu jest on wiernym. Z ust do ust przemawiam do niego, I jasno, a nie w zagadkach. I prawdziwą postać Pana ogląda on. Dlaczego więc ośmieliliście się wypowiedzieć się przeciwko słudze memu, Mojżeszowi?” (4 Mż 12,6-8). Poprzez służbę Mojżesza duch Jahwe rozchodzi się więc po Izraelu, jak potem przez służbę Jezusa rozprzestrzenia się na całą ludzkość. Obaj obcują z Bogiem bezpośrednio i poznają Bożą wolę bezpośrednio poprzez Słowo.

Z ducha Jezusa jest duch Kościoła! Oznacza to między innymi, że teologia i zwyczaje ruchów pentakostalnych są wyrazem prorockiego uwstecznienia. Hołdują bowiem i rozwijają pierwotne formy profetyzmu, związane z ekstazą, nadzwyczajnymi objawieniami (w niektórych parafiach modne są ostatnio chrystofanie) i doświadczeniami obecności Ducha, który jakby nie był kontynuacją działalności Jezusa Chrystusa, ale „nowym wylaniem”. Tymczasem osią rozwoju biblijnego profetyzmu jest Słowo. Liczy się tylko słowo Jezusa i Jezus Chrystus jako Słowo Boga. Poprzez pochylenie się nad Słowem, profetyczny duch Jezusa przekazywany jest z pokolenia w pokolenie. Teologia profetyczna zawsze i wyłącznie jest teologią Słowa. Przyszłość teologii i Kościoła leży więc w hermeneutyce, to zna-czy w rozwijaniu umiejętności przekazu i rozumieniu Słowa, a nie w rewizjonistycznych zwyczajach pentakostalnych, które tu i ówdzie cieszą się popularnością także wśród nas.

My mamy ducha od tych, którzy odeszli. Naszego musimy przekazać następnym pokoleniom! Dlatego dbajmy o prawdziwego ducha, który jest duchem prorockim i pozwalajmy w Kościele działać i mówić prawdziwym a nie urojonym prorokom, którzy:

– interpretują teraźniejszość;

– są wolni i niezależni;

– wywołują zgorszenie;

– potrafią wiele powiedzieć kilkoma słowami, czasem jednym obrazem, ponieważ mówią z milczenia i modlitwy.

Potocznie utarło się uważać proroków za ludzi przepowiadających przyszłość. Tymczasem prawdziwy prorok nie jest wieszczem, a tym bardziej czarodziejem, ale człowiekiem, który mając do dyspozycji precyzyjne narzędzie, jakim jest Słowo Boże, przenikliwym umysłem potrafi dojrzeć splot dziejów i rozszyfrować konsekwencje teraźniejszych wydarzeń i ludzkich wyborów. Rozumiejąc przeszłość, prorok nie przyjmuje postawy obronnej wobec teraźniejszości, ale jest całkowicie otwarty na przyszłość, na którą chce przygotować Boży Lud.

Problem polega na tym, że słowa proroka często są odrzucane, bo, chociaż sam jest częścią wspólnoty, występuje jakby spoza niej. Impuls do prorockiego wystąpienia wychodzi bowiem ze Słowa Bożego, a nie od strony wspólnoty. W rzeczywistości prorok jest człowiekiem wolnym i nie musi, ani nie chce uciekać się do dyplomatycznych wybiegów, ponieważ nie jest ograniczony żadnymi interesami, ani nie zważa na dobroczyńców, którym dałby się uzależnić. Ludzi bojaźliwi, powierzchowni i konformiści uważając więc proroka za buntownika, a tymczasem on sam całkowicie nie wie, co to jest kalkulacja, korzyści i robienie kariery. Prorok bywa posądzany o nieposłuszeństwo, jednak jego nieposłuszeństwo jest prostą konsekwencją posłuszeństwa Bożemu Słowu.

To z kolei oznacza, że prorok bywa nieobliczalny często wywołuje zgorszenie. Nie takie, które objęte jest zdecydowanym ostrzeżeniem Jezusa Chrystusa, ale takie, które demaskuje hipokryzję, uświadamia niesprawiedliwość, brak miłości i pokoju, a także pokazuje nieład, panujący w Kościele. Prorok nie pilnuje ustanowionego porządku, czyli legalizmu, ale stoi na straży sprawiedliwości.

Prorok umie wreszcie milczeć. Wielu boi się tego milczenia, ponieważ ono oznacza, że przez modlitwę i lekturę ksiąg biblijnych w proroku dojrzewa kolejne twarde, często chropowate słowo, które pozostawi znak i nie pozwoli ludzkim sumieniom spokojnie trwać w grzechu i kłamstwie. A słowa, pochodzące z milczenia i modlitwy, są najtrwalsze i najmocniejsze. Dzięki nim Kościół trwa.