sobota, 10 kwietnia 2010
Quasimodogeniti

Panie Boże, Ty jesteś wszystkim, dlatego możesz żądać od nas wszystkiego. Dla Królestwa Bożego powinniśmy oddać siebie w całości, ponieważ nic innego nie mamy. Ojcze, naucz mnie odwagi w poświęcaniu tego, co ziemskie, dla chwały i radości Twojego Królestwa. Niech również moje zwiastowanie będzie skuteczną zachętą do podjęcia przez słuchaczy stanowczej decyzji ofiarowania siebie Chrystusowi. Daj mi swojego Ducha, Ducha pokory i pożądania Królestwa Niebios. Amen.

 

J 20,19-29

 

A gdy nastał wieczór owego pierwszego dnia po sabacie i drzwi były zamknięte tam, gdzie uczniowie z bojaźni przed Żydami byli zebrani, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, ukazał im ręce i bok. Uradowali się tedy uczniowie, ujrzawszy Pana. I znowu rzekł do nich Jezus: Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam. A to rzekłszy, tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego. Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są zatrzymane. A Tomasz, jeden z dwunastu, zwany Bliźniakiem, nie był z nimi, gdy przyszedł Jezus. Powiedzieli mu tedy inni uczniowie: Widzieliśmy Pana. On zaś im rzekł: Jeśli nie ujrzę na rękach jego znaku gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej w bok jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach znowu byli w domu uczniowie jego i Tomasz z nimi. I przyszedł Jezus, gdy drzwi były zamknięte, i stanął pośród nich, i rzekł: Pokój wam! Potem rzekł do Tomasza: Daj tu palec swój i oglądaj ręce moje, i daj tu rękę swoją, i włóż w bok mój, a nie bądź bez wiary, lecz wierz. Odpowiedział Tomasz i rzekł mu: Pan mój i Bóg mój. Rzekł mu Jezus: Że mnie ujrzałeś, uwierzyłeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

 

Pan mój i Bóg mój

 

Dotykamy jądra Ewangelii. Jest nim wyznanie Tomasza po spotkaniu zmartwychwstałego Chrystusa: „Pan mój i Bóg mój”.

Apostoła Tomasza często uważamy za sceptyka i racjonalistę, który dał się przekonać dopiero po oglądnięciu ran zadanych Jezusowi podczas krzyżowania. Słowa Jezusa: „Że mnie ujrzałeś uwierzyłeś: błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” są więc często rozumiane w taki sposób, jakby Jezus ganił Tomasza za jego niewiarę.

A może trzeba na to opowiadanie spojrzeć inaczej? Może trzeba dowartościować wiarę Tomasza? Wszak według relacji czwartego ewangelisty, po zmartwychwstaniu w gronie Dwunastu jedynie Tomasz wyznał swą wiarę w boskość Jezusa! Inni zobaczywszy Pana i Jego rany uradowali się. Jezus Chrystus wkroczył w ich społeczność z pozdrowieniem: „Pokój wam”, aby darować im nadzieję i radość, ale tylko Tomasz zdobył się na wyznanie wiary, najważniejsze wyznanie w Ewangelii Jana.

Tomasz miał szczęście, ponieważ mógł osobiście spotkać się ze zmartwychwstałym Jezusem. Ze słów, zapisanych w 1. Liście do Koryntian, że na końcu Chrystus objawił się Pawłowi, poronionemu płodowi, wynika iż nasze spotkania ze Zmartwychwstałym są innej natury, aniżeli te pierwsze. Jednak i one powinny prowadzić nas do wyznania wiary, podobnego Tomaszowemu zawołaniu: „Pan mój i Bóg mój”. Stąd właśnie w tekście ewangelii znajdują się słowa: „Że mnie ujrzałeś uwierzyłeś: błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

Choć nie możemy zobaczyć ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa, jednak musimy wierzyć w Jego boskość. Wiara Tomasza, ani nasza nie jest przez to umniejszona, ponieważ każda wiara jest przez Chrystusa pożądana i każde wyznanie oczekiwane.

Dlatego jako nowonarodzone niemowlęta, zrodzone przez Boga do duchowego życia wiary w ósmym dniu, to znaczy w dniu symbolizującym wieczne Królestwo Boga, za przykładem Tomasza wyznawajmy: „Pan mój i Bóg mój”.

 

1. Wyznający Kościół

Z tekstu biblijnego wynika, że uczniowie w obawie przed Żydami byli zebrani w jakimś ustronnym miejscu. Bali się, ponieważ obawiali się niebezpieczeństwa. W każdej chwili mogło ich spotkać to samo, co Mistrza i Nauczyciela. Ludzkie dokonanie Wielkiego Piątku są wśród nich wciąż żywe i budzą lęk. Zamknięte drzwi mają więc ochraniać uczniów Jezusa przed zewnętrznymi niebezpieczeństwami.

Chociaż od niewiast wiedzą już, że Jezusa nie ma w grobie, jednak ta wieść jeszcze bardziej ich przeraża. Teraz bowiem ze strony arcykapłanów i faryzeuszy mogą ich spotkać represje za próbę oszustwa. Wieść o pustym grobie Jezusa bardziej ich paraliżuje aniżeli przemienia. Dlaczego? Jaką różnicę możemy zauważyć pomiędzy sytuacją opisaną w tekście a późniejszym odważnym wystąpieniem apostołów w imieniu Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa?

„...stanął pośrodku i rzekł do nich: ... Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam. A to rzekłszy, tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego”. Odmiana nastąpiła wówczas gdy Zmartwychwstały stanął pomiędzy nimi z pozdrowieniem pokoju. Choć już przed tym pierwszym osobistym spotkaniem z Zmartwychwstałym Chrystusem przypominali Kościół, wszak wiedzieli o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu, jednak byli zajęci sobą. Odcięci zamkniętymi drzwiami od zewnętrznego świata, w niczym nie przypominali grona uczniów, którzy przed pojmaniem Jezusa wszędzie mu towarzyszyli. Jak przedtem, jak i teraz otaczając ich niewdzięczni i źli ludzie, ale teraz są sami. Przypominają samych siebie z łodzi podczas burzy na jeziorze Genezaret. Boją się o siebie. Wtedy jednak byli z Jezusem, Teraz Go nie mają.

W takie grono uczniów wkracza zmartwychwstały Jezus Chrystus. Nieograniczony zewnętrznym światem materii wchodzi do zamkniętego pomieszczenia z wielkanocną Ewangelią, powiadając: „Pokój wam”. Spotkanie, które dziś przypomniał nam Duch Święty, odmienia zatem uczniów. Słysząc o zwycięstwie nad złem i ludzką nienawiścią, cierpieniem i śmiercią, wszak mogą zobaczyć rany ukrzyżowanego Jezusa, nabierają pewności i odwagi, której moglibyśmy im pozazdrościć.

Wraz z tą Ewangelią, wielkanocnym zwiastowaniem zwycięstwa dobra i życia, otrzymują Chrystusowego Ducha. W ten sposób rodzi się prawdziwy Kościół, który oprócz wiedzy o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa oraz bratniej miłości, potrzebuje jeszcze ożywiającego Ducha pocieszenia i odwagi. Ducha, który z grona zamkniętych i zajętych sobą świadków ukrzyżowania i zmartwychwstania ponownie czyni społeczność otwartą na świat i gotową udać się gościńcami całej ziemi, aby dotrzeć do każdego narodu i każdego człowieka. W ten sposób rodzi się społeczność zmartwychwstałego Chrystusa, wyznająca za przykładem Tomasza: „Pan mój i Bóg mój”. W ten sposób rodzi się wyznający Kościół.

Dzięki Pawłowi wiemy dobrze, komu jesteśmy winni Ewangelię: „Jestem dłużnikiem Greków i nie Greków, mądrych i niemądrych” pisze w 1 rozdziale Litu do Rzymian. Poruszeni rozważanym opowiadaniem, przypatrzmy się więc samym sobie i oceńmy, czy nie jesteśmy podobni do tego zamkniętego grona uczniów? Wiemy o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, ale jesteśmy zajęci wyłącznie sobą. Z pietyzmem pielęgnujemy własną pobożność, ale dla tzw. świętego spokoju nie wychodzimy na zewnątrz. Bojąc się utraty znajomości, przyjaźni, stanowiska milczymy w sytuacjach, w których powinniśmy zwiastować radosną Ewangelię Wielkiej Nocy, wzywając ludzi do wiary w boskość Chrystusa i życia oraz postępowania w światłości zmartwychwstałego Zbawiciela.

Chociaż często powtarzamy, że Jezus żyje, jednak tym zmartwychwstałym życiem nie żyjemy, to znaczy brak nam odwagi i otwarcia się na innych. Jezus Chrystus nie może być obecny jedynie w naszych wspomnieniach. On chce być żywym w nas przez swego Ducha, a przez nas chce być takim w świecie, dlatego powiada: „Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam”.

 

2. Wyznająca wiara

Zmartwychwstały wkracza więc także w naszą parafialną społeczność, podobnie w domowe i rodzinne, aby zwiastować nam pokój Wielkiej Nocy. A pokojem jest nie tylko brak wojny. Pokój Zmartwychwstałego to szczęście, dobro i zdrowie, to radość bycia człowiekiem i wielka pasja życia oraz działania w mocy Jego Ducha. Wielkanocne pozdrowienie Jezusa: „Pokój wam” oznacza, że wszystko jest dobrze, że cierpienie i śmierć nie są w stanie nas zwyciężyć, o czym przekonał się już Tomasz, wyznający: „Pan mój i Bóg mój”, ponieważ ta wiara jest naszym zwycięstwem świata i jego mocy.

Przychodzący do nas Jezus Chrystus oczekuje zatem naszej wiary, a także świadomego wyznania w świecie, przed ludźmi, z którymi żyjemy, że Jezus jest Panem i Bogiem. Przez nasze zwiastowanie Wielkanocnej Ewangelii Zmartwychwstały chce wkraczać wciąż w nowe społeczności zajęte wyłącznie sobą i chce być żywym w martwych sercach grzeszników.

Wierzący powinien iść tam, gdzie według człowieka nie ma drogi. Jak Jezus wszedł w zamkniętą i bojącą się społeczność, tak i my powinniśmy wchodzić w grupy, które pozornie są poza możliwością dotarcia do nich. Wierzący bowiem ma nadzieję w sytuacjach, w których według człowieka nie ma żadnej nadziei. Uczniowie Jezusa dają się posłać pomimo tego, że za tym posłaniem nie kryje się żaden ludzki gwarant. Czego innego mogą oczekiwać od świata, jak nie zaryglowanych drzwi do wielu społeczności, a przede wszystkim do pojedynczego serca?

Podobnie wowinniśmy przychodzić do wątpiących ludzi, jak Jezus przyszedł przez zamknięte drzwi do Tomasza. Dzięki temu spotkaniu Tomasz mógl wyznać „Pan mój i Bóg mój”. Jakże osobiste jest to wyznanie Ujawnia się w nim cały dynamizm drogi, jaką odbył Tomasz do wątpliwości do wyznania. Ów dynamizm jest skutkiem spotkania ze Zmartwychwstałym i przemiany, która ma miejsce w człowieku w zetknięciu z życiodajną rzeczywistością Królestwa Bożego.

Zmartwychwstały szuka każdego człowieka i powiada: „Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”. Zachęceni do wiary, czujmy się też zachęceni do wyznawania Chrystusa w świecie. Obdarzeni pokojem Wielkiej Nocy, czujmy się też powołani do zwiastowania pokoju ludziom niespokojnym, widzącym własny grzech, błądzącym i zamkniętym w sobie. Zwiastujmy światu, że w Jezusie Chrystusie, Zmartwychwstałym zwycięzcy nad złem i grzechem, Bóg odpuszcza każdemu jego grzech i wprowadza go na drogę światłości. Amen.

 

 

 

piątek, 02 kwietnia 2010
Wielkanoc

Panie Boże, kochany Ojcze, sprawco i dokończycielu wszelkiej dobrej i słusznej sprawy. Zechciej mnie oświecić światłem wiary, abym mądrze i roztropnie zwiastował Ewangelię Chrystusa. Spraw, aby przez moją służbę ludzie poznali skarb, którym jest Twój Syn, a nasz Pan, Jezus Chrystus. Niechaj moje serce będzie wolne od trosk o doczesne wartości, abym swoje umiejętności i siły zaangażował w sprawę Królestwa Bożego. Amen.

 

1 KOR 15,1–11

 

A przypominam wam, bracia, ewangelię, którą wam zwiastowałem, którą też przyjęliście i w której trwacie, I przez którą zbawieni jesteście, jeśli ją tylko zachowujecie tak, jak wam ją zwiastowałem, chyba że nadaremnie uwierzyliście. Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism I że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism, I że ukazał się Kefasowi, potem dwunastu; Potem ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których większość dotychczas żyje, niektórzy zaś zasnęli; Potem ukazał się Jakubowi, następnie wszystkim apostołom; A w końcu po wszystkich ukazał się i mnie jako poronionemu płodowi. Ja bowiem jestem najmniejszym z apostołów i nie jestem godzien nazywać się apostołem, gdyż prześladowałem Kościół Boży. Ale z łaski Boga jestem tym, czym jestem, a łaska jego okazana mi nie była daremna, lecz daleko więcej niż oni wszyscy pracowałem, wszakże nie ja, lecz łaska Boża, która jest ze mną. Czy więc ja, czy oni, to samo opowiadamy, i tak uwierzyliście.

 

Nadzieja dla wszystkich

 

Żyjemy w świecie, w którym nastąpił spadek zaufania do wszystkiego i wszystkich, także do chrześcijan i dlatego ludzie szukają nowych źródeł nadziei. Czy odnajdą je w Ewangelii, w Bożym słowie o śmierci i zmartwychwstaniu, czyli zwycięstwie nad śmiercią i piekłem? Ewangelia jest słowem o życiu, które jest silniejsze od śmierci, o miłości silniejszej od złości, ponieważ Bóg mocą swego Ducha przywrócił do życia ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa!

Niechaj dzisiejszy poranek będzie czasem zwiastowania nadziei dla wszystkich ludzi!

 

1. W raju jest miejsce dla Kaina

A jedynym źródłem nadziei dla świata, stąpającego drogą Kaina, a więc świata winnego przed Bogiem, jest wielkanocny fakt, a mianowicie, że zmartwychwstały Chrystus wychodzi naprzeciw każdemu grzesznikowi, jako ten, który najpierw został ukrzyżowany i zstąpił do piekieł, o czym przypomina ap. Paweł: „Najpierw bowiem podałem wam to, co ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism, i że został pogrzebany...”. Poselstwo chrześcijańskiej nadziei wywodzi się więc z tajemnicy Bożej miłości, która wskrzesza Jezusa z umarłych, pomimo, że ludzie Go ukrzyżowali! Na krzyżu Golgoty Chrystus jest obecny w samym centrum tajemnicy ludzkiego zła, a jednak jest zwycięzcą przez dobro.

Jezus został ukrzyżowany pomiędzy dwoma grzesznikami, dzieląc ich los. Czy nie jest to największe zbliżenie Boga do mrocznego kręgu zła, ludzkich bezdroży, którymi maszeruje także współczesny Kain? Zapytajmy też o uczniów idących do Emaus, których postacie związane są z liturgią 2. Święta Zmartwychwstania Pańskiego. Dlaczego wycofują się zaraz po stwierdzeniu, że już trzy dni, jak się to wszystko stało a Jezus leży w grobie? Czy podobnie jak starotestamentowy Kain nie odczuwają odpowiedzialności?

Czy rzeczywiście człowiek, który ukrzyżował Jezusa Chrystusa, zabił swego brata, skazany jest jedynie na drogę ucieczki, drogę bez nadziei, na której wciąż powraca się w to samo miejsce, niczym świat przyrody, zataczający nieustanne cykle życia i śmierci? Wielkanocna Ewangelia świadczy o tym, że Chrystus, który umarł za nasze grzechy, zmartwychwstał i jako żywy Pan ukazał się wielu osobom, a tym samym przełamując beznadziejny krąg ludzkiego zła i lęku, wkracza pomiędzy nas i zawraca nas z drogi ucieczki.

Jesteśmy uratowani! W zmartwychwstałym Jezusie Chrystusie Bóg uratował grzeszny ludzki ród! Uratował Piotra, który wcześniej się Go wyparł! Uratował Pawła, prześladowcę Kościoła! Uratował Kaina! Tym samym pokazał nam nową drogę życia, na której nam towarzyszy, drogę odpowiedzialności za brata, za sponiewieranego, cichego i pokornego sługę Bożego, za Kościół Boży w świecie, za Abla. Idąc tą drogą nie powracamy wciąż w te same miejsca, nie uciekamy przed bliźnim, ani nie boimy się brata, ale osiągamy cel: zbawienie i życie.

Człowiek kroczy bezdrożami egoizmu i dlatego jest ciągłym producentem cierpienia. A przecież, jak śpiewa śląski pieśniarz – T. Soyka: „Daleko raj, gdy na człowieka się zamykam”. Szaleństwo krzyża, na którym Bóg w Chrystusie przerywa łańcuch zła i egoizmu, wkraczając na bezdroża Kaina, bezdroża wiodące do Emaus, za nas stając się grzechem, jest najpiękniejszym słowem nadziei dla świata!

W tajemnicy Golgoty Jezus Chrystus jest bardzo blisko sfery Kaina. Paradoks, że właśnie w taki sposób wychodzi mu na spotkanie? Nie. Tylko wzrokiem, ogarniającym całość ludzkich dziejów można dostrzec, że krzyż staje się miejscem ponownego spotkania Abla z Kainem, niewinnego z winnym, wypierającego się z wypartym, prześladującego z prześladowanym, ocalonego z ocalającym. W raju jest miejsce dla Kaina!

Chrystus zstępujący do samego środka tajemnicy zła, wychodzi stamtąd zwycięsko jako zmartwychwstały Pan. Jego światło jest nadzieją dla świata pełnego Kainów, które oświeca mroczną tajemnicę nieprawości, aby wyzwalać i ocalać! To jest moc Chrystusowego zmartwychwstania, która z Pawła – prześladowcy Kościoła, idącego drogą Kaina – uczyniła Apostoła Narodów. To jest moc, która obdarza nas łaską za łaską, dzięki której jesteśmy tym, czym jesteśmy – ludźmi nadziei!

„A przypominam wam, bracia, ewangelię, którą wam zwiastowałem, którą też przyjęliście i w której trwacie”, że nasz Pan przeszedł katuszę Golgoty i ciemności piekła, aby w wielkanocny poranek wyjść z grobu i dać każdemu z nas nową nadzieję! Naszą nadzieją jest Zmartwychwstały Pan, wychodzący nam naprzeciw, który był umęczony i ukrzyżowany, ponieważ Jego serce bije dla nas z miłości. Jego nieskończona miłość, nawet do największego drania, ma też nieskończoną moc przeobrażania, pojednywania i ocalania! Jego miłość najwymowniej objawiona światu na krzyżu, przezwycięża zło i ratuje Kaina, zawraca grzesznika ze złej drogi.

Pusty grób ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa jest znakiem, że nie ma takiego miejsca we wszechświecie, które byłoby oddalone od Boga w takim stopniu, aby nie znajdowało się w zasięgu Jego zbawiającej łaski. Nikt i nic nie pozostaje poza jej wpływem. Boża łaska to łaska dla wszystkich. Dlatego pusty grób jest znakiem najprawdziwszej nadziei dla świata! Ona rodzi się z wiary, że z grobu wyszedł Chrystus, który był umarły, lecz oto żyje i ma klucze śmierci i piekła.

 

2. Ewangelia dla wszystkich ludzi

Oto treść zbawiennej Ewangelii, danej nam w wielkanocny poranek przez Boga – abyśmy wreszcie zwyciężyli własne niemoce, bo zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to nasza wiara, która rodzi się ze spotkania ze zmartwychwstałym Chrystusem, przychodzącym do nas w słowie Ewangelii i zawracającym nas ze złej drogi.

Jeśli z niepokojem spoglądamy na świat i ze współczuciem myślimy o milionach zagubionych na nim istot, żyjących bez nadziei – nie wolno nam stać bezczynnie. Bądźmy Ewangelią i zwiastujmy Ewangelię wszystkim ludziom!

Z czymkolwiek ludzie wiążą swoją nadzieję, nic nie zastąpi świadectwa naszego przeobrażonego życia, w którym miłością obejmujemy każdego napotkanego człowieka i z nadzieją modlimy się za wszystkich ludzi. Nic nie zastąpi słowa o krzyżu i pustym grobie Jezusa Chrystusa, bo przecież mamy nadzieję, że zmartwychwstały Jezus Chrystus w swej miłości potrafi przemienić ludzkie „nie” na pragnienie zbawienia.

Czy właśnie krzyż Golgoty nie jest znakiem takiej nadziei, że nawet jeśli nie wszyscy ludzie wierzą Bogu, właśnie Bóg, dobry Ojciec, pełen serdecznej miłości, wierzy we wszystkich ludzi? Wierzy w Kaina?!

Kto ośmieli się sądzić, że Chrystusowi, który objawił się na to, aby zniweczyć dzieła diabelskie, udało się ten cel urzeczywistnić jedynie częściowo? Dla Boga nikt nie jest stracony! Wiedział o tym Paweł: „Mnie, najmniejszemu ze wszystkich świętych, została okazana ta łaska, abym zwiastował poganom niezgłębione bogactwo Chrystusa” (Ef 3,8). Tenże sam Paweł pisze jeszcze do Tymoteusza: „Gdyż trudzimy się i walczymy dlatego, że położyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest zbawicielem wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzących. To głoś i tego nauczaj” (1 Tm 4,10).

Zwłaszcza wierzących – dla Pawła nie oznacza wykluczenia wszystkich!

Zmartwychwstały Pan, żywy Bóg wstający z grobu – oto nadzieja dla grzeszników. Ta nadzieja nam mówi, że Jezus Chrystus uczynił i uczyni wszystko, aby zbuntowanego człowieka doprowadzić do pojednania z Bogiem. Nie zniechęca Go i nie rozczarowuje żaden upadek, ani grzech człowieka. Czyż tak się nie stało w życiu Pawła?

Czyż tak się nie stało w naszym życiu?

Dlatego przed nikim się nie zamykajmy, ale odwrotnie dla wszystkich się otwierajmy. Nikogo nie uważajmy za straconego dla Boga, ale w modlitwie walczmy o każdego, ponieważ zmartwychwstały Chrystus daje nadzieję dla wszystkich, pragnąc nas wykorzystać do dzieła pojednania.

Zachowujmy i dalej przekazujmy Ewangelię, chyba że nadaremnie uwierzyliśmy: „.... że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism. I że został pogrzebany i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism”. Amen.

 

 

Czuły Kościół

W Ewangeliach pełno jest świadectw niezwykłej czułości Jezusa. Jego czułość widoczna jest w licznych spotkaniach z ludźmi. Na przykład z jawnogrzesznicą, której pozwolił obmyć swoje nogi i dotknąć się na oczach zdumionych mężczyzn. Wyrazisty jest też przykład uzdrowienia głuchoniemego (Mk 7,31-37), który nie potrafił mówić i dlatego uznano otoczenie znało go za niezdolnego do mówienia. Tymczasem wiele na to wskazuje, że ów człowiek stracił zdolność mowy z lęku, że nie będzie serio traktowany. W dodatku był głuchy. Jego uszy zamknęły się na świat, nie mogąc znosić dłużej twardych, odrzucających słów. Jezus wziął go na bok, z dala od tłumów i zwrócił się całym sobą do przerażonego, zlękniętego człowieka: „A wziąwszy go na bok, od ludu, osobno, włożył palce swoje w uszy jego, splunął i dotknął się jego języka, i spojrzał w niebo, westchnął i rzeki do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się!” (Mk 7,33n.).

Jezus potraktował tego człowieka w szczególny sposób, który powinien nam dać do myślenia. Delikatnie dotknął się wrażliwych uszu, które słyszą wiele bolesnych słów. Może to dotknięcie miało zatrzymać wszystko co uśmiercające, a otworzyć je na miłość i życie? Potem użył śliny, z pomocą której dotknął języka. Czyż nie można sobie wyobrazić tego aktu na podobieństwo pocałunku? Widocznie Jezus nie bał się tak intymnych do¬tknięć. Swoim językiem rozwiązał język człowieka nieme¬go. Potem spojrzał w niebo. Jego pełen miłości gest był jak otwarcie się nieba nad tym zamkniętym w sobie człowiekiem. Czułość Jezusa jest konsekwencją miłości. Jest obrazem subtelnej miłości Boga do ludzi i czułego oraz delikatnego stosunku Jezusa do tych, do których przyszedł.

Na koniec Jezus westchnął, ponieważ wczuł się w stan stojącego przed Nim człowieka. Uzdrowiciel i nauczyciel z Galilei jest postacią, która objawia empatię nieba wobec ziemi! Jezus współczuje. Jezus otwiera serce przed człowiekiem. W tej przestrzeni Bożego i ludzkiego współczucia, Jezus otwiera w głuchoniemy zasypane źródło życia: „Effatha!” - „Otwórz się” (Mk 7,33).

Gdy nad człowiekiem otwiera się niebo a w bliskości pozostaje współczujące serce, człowiek odzyskuje mowę i słuch. Może odtąd wyrażać swoje uczucia i pragnienia bez lęku, że jego słowa zostaną przeinaczone, że inni przylepią mu jakąś etykietkę, że zostanie osądzony. W przestrzeni współczującej miłości i czułości słowa są zdolne budować prawdziwe relacje między ludźmi i zdobywać ludzkie serca.

Jezus okazuje czułość zarówno mężczyznom jak i kobietom. Delikatnie dotyka kobiety, która od osiemnastu lat ma skrzywiony kręgosłup (Łk 13,10-17). Pozwala dotknąć się kobiecie, która od dwunastu lat cierpi na krwotok (Mk 5,25-34). Tego rodzaju kontakt był dla Żydów nieczysty. Nikt nie chciał dotykać chorych ludzi. Jezus nie miał żadnych obaw przed nieczystością.

Czułość Zbawiciela uświadamia nam, jak wiele w Nim jest kobiecego ciepła i macierzyńskiej radości dawania życia. Uzdrawiając ślepca, którego ujął za rękę i wyprowadził poza wieś, zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał, czy coś widzi? (Mk 8,23). Ślina jest delikatna i macierzyńska . Matki, kierując się instynktem, ślinią skaleczenia ma-łych dzieci, uspokajając je: „Już dobrze, nie bój się”. Poprzez dotknięcie śliną Jezus daje człowiekowi coś własnego i bardzo intymnego. Gdy niewidomy widzi wpierw tylko cie-nie, Jezus jeszcze raz kładzie mu ręce na oczy. Dzieli się nie tylko uzdrawiającą siłą Bożej obecności, ale i prawdziwie matczyną czułością. Jezus zachowuje się jak matka, która do-tyka i czule głaszcze swoje dziecko. Jak matka wie, że chory potrzebuje jeszcze więcej troski, aby wreszcie odważył się otworzyć oczy i zobaczyć świat oraz siebie takim, jakim jest naprawdę.

Może byłby już czas, żeby Kościół nauczył się czułości wobec poranionego człowieka, nauczył się słuchać i współczuć? Czy o wszystkim muszą decydować artykuły wiary, doktryny i dogmaty? Czy rzeczywiście one powinny ostatecznie rozstrzygać o tym, co jest ważne dla człowieka? Czy w praktycznych rozstrzygnięciach wobec ludzkich pomyłek, leków i krzyku, Kościół nie jest przerażająco arogancki?

Nadszedł ostateczny czas, żebyśmy wyciągnęli wnioski z Ewangelii i zaczęli po macierzyńsku traktować ludzi chorych, poranionych i wystraszonych. Delikatność i czułość Kościoła powinna być konsekwencją nowych relacji z człowiekiem i światem, nie opartych wyłącznie na regułach postępowania i ideologiach, ale na poruszeniu serca! Uczmy się od Jezusa, że powinniśmy bardziej ufać sercom aniżeli opiniom i sądom. Nie poddawajmy się własnym uprzedzeniom, które powstrzymują nas od współczującego i serdecznego traktowania człowieka.

Zwłaszcza teraz, poruszeni wielkanocną Ewangelią o uratowanym i odrodzonym życiu, dajmy się przekonać do tego, że jedno czułe słowo, wypowiedziane z miłością, może więcej od arogancji Kościelnych rozstrzygnięć i nieprzejednanych postanowień. Tym słowem jest imię zapłakanego człowieka, któremu posypało się całe życie: „Znamy Cię po imieniu. Naszym jesteś. Jesteś jednym z nas. Dalej pójdziemy razem i zwyciężymy”.

 

 

 

Modlitwa Jonasza - wielkosobotnia refleksja o Chrzcie (Jon 2)
Motto: „Bo po śmierci nie pamięta się o tobie, a w krainie umarłych któż cię wysławiać będzie?”. (Ps 6,6) Przygoda Jonasza jest niezwykła. Jakub walczy z Bogiem nad potokiem Jabbok, Bartymeusz woła o pomoc, siedząc przy zatłoczonym trakcie, Zacheusz, aby poznać Jezusa wdrapuje się na drzewo, tymczasem Jonasz modli się z wnętrza ryby. Ten obraz jest na tyle fantastyczny, że aż niewiarygodny. Przecież nie ma takiej ryby, która mogłaby połknąć człowieka, a ten mógłby żywy siedzieć w jej wnętrznościach przez trzy dni. Co począć z takim obrazem? Odrzucić, posądzając autora o zbyt wybujałą wyobraźnię? A może uznać za metaforę? Ale wówczas byłoby trzeba przyjąć, że słowa modlitwy są poezją, nie mającą nic wspólnego z rzeczywistym wydarzeniem.