niedziela, 07 lutego 2010
Kulturowa patologia

Na jednym z portali, poświęconym problemom Kościoła, jakiś czas temu pojawił się wywiad, w którym na pytanie o starszą młodzież, która zakłada rodziny, rodzi dzieci i poświęca się pracy zawodowej, a przez to traci żywy kontakt z Kościołem, udzielający wywiadu odpowiedział, że w luterańskiej perspektywie nacisk jest położony na osobiste przeżywanie wiary i osobiste spotkanie z Chrystusem.

No cóż, szanuję osobiste poglądy autora tych słów, ale jakom żyw, to znaczy od mojego dzieciństwa, gdym był wprowadzany w życie Kościoła i wychowywany po ewangelicku, nikt mi o tym nie powiedział. A obracałem się w księżowskim światku od niemowlęctwa. Jako teolog też nie podzielam tej opinii. To kulturowe dla mnie odkrycie byłbym gotów jeszcze znieść, jednak z tyłu głowy zapaliła mi się wówczas ostrzegawcza lampka i dlatego postanowiłem nie milczeć.

Od dawna podejrzewałem, że nazywanie nas protestantami coraz częściej przynosi nam ujmę, a nie chwałę. Chociaż historycznie ów tytuł przysługuje nam, odkąd używają go chrześcijanie wtórnego protestu, w moim odczuciu protestujący wobec naszych poglądów, czyli naszego protestu, bywamy utożsamiani z nurtem chrześcijaństwa, który krzewi kulturową patologię. A już najbardziej dziwi mnie to, że niektórzy z nas, za swoje przyjmują poglądy, oprotestowane przez luteran, a tym samym protestują przeciw swojemu protestantyzmowi. To jest jakieś dziwne?

Nie mam wątpliwości, że kulturową patologią jest krzewienie, przez niektóre tradycje zachodniego chrześcijaństwa, tradycji filozoficznej, która wysublimowała i doprowadziła do karykaturalnych rozmiarów pojęcie indywidualizmu oraz osobistego doświadczenia. A uprawomocnienie jej rzekomym świadectwem ksiąg biblijnych oraz nadanie jej rangi najwyższej wartości w religijnym doświadczeniu człowieka, przez chrześcijan, mieniących się obrońcami Pisma Świętego w zsekularyzowanym świecie, każe mi z obawą myśleć o przyszłości chrześcijańskiego Zachodu.

Oznaczałoby to bowiem, że chrześcijanin, uczeń Chrystusa, jest odciętą od wspólnoty monadą, która zamknięta w sobie istnieje sama dla siebie. Czyli, że wszystko, co zbawczo wartościowe i błogosławione dzieje się we wnętrzu człowieka? Czyli, że praktycznie nie ma już odwrotu od triumfalnego wkroczenia psychologii także w sferę religijną, ponieważ jedynie ona będzie potrafiła radzić sobie z wewnętrznym doświadczeniem religijnym? A ja myślałem, że jest jeszcze cień szansy, że nasza zachodnia cywilizacja uratuje „swoje dzieci” przed zagładą?

Jak długo jeszcze chrześcijanie będą podważać fakt, że Bóg powołał do przymierza swój Lud? Umiłowany Lud? Świętą Oblubienicę? Jak długo jeszcze chrześcijanie będą wma-wiać nieszczęśliwym ludziom, że lekarstwem na ich troski jest wejście w siebie, czyli w praktyce izolacja, a nie wspólnota życia, uwielbienia, opowiadania historii życia, czyli Ewangelii o Jezusie Chrystusie, zbawczo obecnym w dziejach umiłowanego Ludu? W imieniu Chrystusa wielu współczesnych „misjonarzy” odrywa jednostkę od ludzkiej wspólnoty, społeczeństwa z jego kulturą, wreszcie przyrody i wszechświata i wmawia jej, że trucizna jest lekarstwem. Nie dziwmy się, że ludzie nie radzą sobie z podstawowymi problemami codzienności, ponieważ nie uczestnicząc w religijnych wspólnotach rodziny i Kościoła, nie mają kogo słuchać, ani od kogo uczyć się zachowań oraz umiejętności interpretowania swojej egzystencji. To jest sekciarstwo czystej wody, schizofrenia i kulturowa patologia.

Religijne doświadczenie oczywiście ma wymiar osobisty. Nie śmiałbym tego negować, ale trzeba go sprowadzić do właściwych proporcji wobec innych wymiarów zbawczego dzieła Bożego. Sam fakt, że jako latorośle jesteśmy wszczepieni w winny krzew, którym jest Chrystus, oznacza, że to wszystko, co dzieje się w tzw. sferze osobistej, w sensie ścisłym nie jest osobistym doświadczeniem, ale formą przeżycia i doświadczenia czegoś, co stało się i wciąż jest udziałem zmartwychwstałego Chrystusa. Właściwie zinterpretować potrafi to jedynie jednostka, będąca cząstką wspólnoty uwielbienia i opowiadania. Bo rozumienie bierze się ze Słowa, czyli z narracji, a narratorem jest wspólnota. Chyba, że wybiera się kozetkę? Ale wtedy narratorem jest lęk, który jest w człowieku, a rolą psychologa jest pomoc w zinterpretowaniu tego głosu. Czy jestem wrogiem psychologii? Nie. Jesteśmy bowiem w sytuacji, w której nie mamy wyjścia. Psycholodzy się potrzebni, ale nie musieliby, gdybyśmy uzdrowienia szukali we wspólnocie.

Całe pokolenia obywały się bez psychologów, to znaczy ludzie radzili sobie z olbrzymimi stresami wojen, głodu, chorób, grabieży, bezradności wobec wielmożów, tylko dlatego, że tworzyli wspólnoty uwielbienia i opowiadania życia. Doświadczali w nich zbawiającego czynu Boga w Chrystusie, którego jedna z form obecności na świecie manifestuje się przecież jako Kościół, czyli wspólnota życia i Ewangelii.

Wpierw wmawiamy ludziom, że najważniejsze jest osobiste przeżywanie wiary, a potem w odruchu duszpasterskiej empatii na nocne szafki kładziemy nieszczęśnikom poradniki, jak radzić sobie ze stresem i co to znaczyć wierzyć. Czy to nie jest patologia?

 

sobota, 06 lutego 2010
Sexagesimae

Panie Boże, niebieski Ojcze, powołałeś mnie do doskonałości. Często jednak wybieram złą drogę ku niej i zamiast stawać się podobnym do Ciebie, staję się zarozumiały i pyszny. Proszę, pomóż mi stać się doskonałym przez miłość, ponieważ taki wzór dał Jezus Chrystus. Niechaj także moja służba kaznodziejska będzie wyrazem mej miłości do bliźnich, do których mnie posyłasz, abym przypadkiem, wzywając innych do doskonałości, sam nie został odrzucony. Amen.

Hbr 4,12n

Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca; 13.i nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim, przeciwnie wszystko jest obnażone i odsłonięte przed ocza¬mi tego, przed którym musimy zdać sprawę.

 

Władza Słowa Bożego

W niedzielę Sexagesimae, poświęconą Słowu Bożemu, Kościół Jezusa Chrystusa może się upewnić, że nie jest zgromadzeniem partyjnym albo społecznością akademicką, słuchającą jedynie ludzkiej mądrości. Wyjątkowość chrześcijańskiego Kościoła polega bowiem na tym, że nie jest zgromadzeniem, które samo się zwołało, ale jest społecznością świętych, zwołaną przez żywego Boga. Społecznością zwołaną do słuchania.

Będąc Kościołem, możemy z nadzieją myśleć o przyszłości nie dlatego, że wzrasta ofiarność, a mądrze inwestując będziemy mogli utrzymywać majątek, ani nie dlatego, że wypełniamy misyjny nakaz Chrystusa, ale dlatego, że słuchamy świętego Boga, który przez swoje Słowo wzbudza w nas życie i udziela rozlicznych darów. Nie ulega wątpliwości, że jedynie serce żywe i poruszone jest sercem ofiarnym. Źródłem naszej siły i nadziei jest zatem Ewangelia, która, mówiąc słowami ks. dra M. Lutra, jest skarbem Kościoła.

Słowo Boże jest żywe i skuteczne w każdej sytuacji. Ono zawsze wypełnia swoje zadanie: „Gdyż jak deszcz i śnieg spada z nieba i już tam nie wraca, a raczej zrasza ziemię i czyni ją urodzajną,(...) tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem” (Iz 55,10n) - mówi Pan. Działanie Słowa Bożego ma jednak związek z odbiorem słuchającego człowieka. Nie w tym sensie, że Słowo nie może niczego zdziałać w sercu człowieka, który Go nie przyjmuje, ale w innym. Dla człowieka, słuchającego w prostocie serca, przyjmującego i wykonującego, Słowo Boże staje się życiem i zbawieniem. Odwrotnie dla człowieka, który słuchając niczego nie słyszy i nie wykonuje, Słowo Boże staje się oskarżeniem i potępieniem: „A jeśliby kto słuchał słów moich, a nie przestrzegał ich, – mówi Jezus – Ja go nie sądzę: nie przyszedłem bowiem sądzić świata, ale świat zbawić. Kto mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ma swego sędziego: Słowo, które głosiłem, sądzić go będzie w dniu ostatecznym” (J 12,47n).

Możemy więc powiedzieć, że ostateczną instancją sądowniczą jest Słowo Boże. A dlaczego tak jest, tłumaczy tekst kazalny.

 

1. Słowo Boże dotyka sumienia

„Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca”. Z tych słów, niezależnie od tego, jak będziemy tłumaczyć obrazy, użyte przez autora, wynika jedna, zasadnicza prawda, a mianowicie, że Słowo Boże jest nie tylko informacją, ale także wydarzeniem w życiu człowieka.

Słowo Boże nie dociera jedynie do uszu i w nich pozostaje, ale ono trafia człowieka w serce, napełnia sobą ludzkie myśli, po prostu wpływa na sumienie. I w tym sensie Słowo Boże nigdy nie pozostawia człowieka obojętnym. Ono budzi namiętności. Słowo Boże można przyjąć, albo odrzucić Zaakceptować i wykonywać, albo starać się je zagłuszyć i nie dopuścić do tego, aby wydało w sercu dobre owoce.

Sztandarowym przykładem jest oczywiście postać Kaina, który w odpowiednim czasie został przez Boga ostrzeżony: „Czemu się gniewasz i czemu zasępiło się twoje oblicze. Wszak byłoby pogodne, gdybyś czynił dobrze, a jeśli nie będziesz czynił dobrze, u drzwi czyha grzech. Kusi cię, lecz ty masz nad nim panować” (1 Mż 4,6n). Niestety Kain nie usłuchał Boga i postąpił według własnej pożądliwości. Niemniej na tym przykładzie można dostrzec, że Słowo Boże dosięgło Kaina w jego sumieniu. Dzięki temu Kain rozpoznał zło i mógł się ustrzec przed grzechem.

Jak dalece Słowo Boże jest zdolne wpływać na ludzkie sumienie i kształtować ludzkie postawy, dostrzegamy na wielu innych przykładach, a mianowicie proroków. Na przykład Jonasza i Jeremiasza. Każdy z nich na swój sposób pragnął uciec przed Słowem, z którym został posłany przez Boga. I każdy z nich inaczej został przez to Słowo przymuszony do wykonania woli Najwyższego.

W skuteczności działania Słowo Boże jest też ostrzejsze niż obosieczny miecz. To znaczy, ze ono nie pozostawia człowieka w spokoju, wręcz rani go, nie pozwala mu pozostać obojętnym. Zmusza do zajęcia konkretnej postawy. Wszak miecz jest symbolem wojny. W jednej ze swoich wizji Jeremiasz powiada: „Lecz ów dzień należy do Wszechmogącego, Pana Zastępów, to dzień pomsty, aby się pomścił nad swoimi wrogami! Miecz Pana pożera, nasyca się i upaja ich krwią, ...” (Jr 46,10). Skoro miecz pomaga walczyć i zwyciężać przeciwników, można powiedzieć, że Słowo Boże jest właśnie tym orężem, które wiernemu słuchaczowi Boga pomaga zwyciężyć grzech własnego serca i zło świata.

Symbol miecza każe jednak pamiętać o jeszcze jednym działaniu Słowa Bożego. Oto ustami Ezechiela Święty powiada: „Lecz ty, synu człowieczy, prorokuj i klaskaj w dłonie, niech miecz uderzy dwakroć, trzykroć! Jest to miecz rzezi, wielki miecz rzezi, który ich okrąża, Aby serca struchlały i aby wiele potknęło się i padło. Sprawiłem, że wyostrzono miecz do zabijania we wszystkich ich bramach. Uczyniono go jak błyskawica, wygładzono go na rzeź” (Ez 21,19n). Słowo Boże, przedstawione jako miecz, zwraca się więc przeciwko tym, którzy gardzą Bogiem i Jego Słowem.

Jeśli odniesiemy te obrazy do Nowego Testamentu, wnioski same zaczną się nasuwać. Pan Jezus powiada: „Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz” (Mt 10,34). Wypowiadając słowo Ewangelii Jezus nie uspakaja ludzkiego sumienia i nie gładzi słuchacza po sercu, mówiąc: „Pokój, pokój”, ale prowokuje do zajęcia zdecydowanego stanowiska: „Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie, ...” (Mt 12,30). I dlatego w Apokalipsie, w Liście do zboru w Pergamonie, znajdujemy słowa: „To mówi Ten, który ma ostry miecz obosieczny. (...) Upamiętaj się więc; a jeżeli nie, przyjdę do ciebie wkrótce i będę z nimi walczył mieczem ust moich” (Ap 2,12.16).

Powyższe teksty, szybko i pobieżnie omówione, a w nich szczególnie obraz miecza, do którego zostało przyrównane Słowo Boże, pomagają nam pojąć myśli z rozważanego tekstu, a mianowicie, że Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ponieważ wpływa na sumienie słuchacza. Kształtuje w nim praktyczną postawę naśladowcy Chrystusa, bądź wroga. Słowo obnaża człowieka takim, jakim jest w swoim sercu. O ludziach świata, nienawidzących Ewangelii, Jezus powiedział: „Gdybym nie przyszedł i do nich nie mówił, nie mieliby grzechu; lecz teraz nie mają wymówki z powodu grzechu swego” (J 15,22).

 

2. Słowo Boże w służbie Najwyższego

Ta wypowiedź Mistrza i Nauczyciela z Galilei kieruje myśli w stronę drugiego wiersza rozważanego tekstu: „I nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim, przeciwnie, wszystko jest obnażone i odsłonięte przed oczami tego, przed którym musimy zdać sprawę”. Słowo Boże, spełniające rolę sądu, stoi w służbie Boga, przed którym każdy z nas musi zdać sprawę z własnego życia.

Słowo zatem demaskuje nas i ujawnia najskrytsze tajniki naszych serc. Tylko ono jest w stanie prawdziwie ocenić intencje, które kierują naszymi decyzjami. I dlatego za najwyższą władzę w Kościele możemy uznać wyłącznie Słowo Boże, której muszą być poddane wszystkie ludzkie autorytety, ponieważ człowiek, spoglądający jedynie na to, co widzą oczy, nie potrafi wniknąć w serce i poznać intencji, decydującej o czynie. W efekcie nie potrafi sprawiedliwe ocenić bliźniego. Tylko Słowo Boże wnika w głąb ludzkiego serca, gdzie dzieją się najważniejsze akty człowieczeństwa. A bez tej zdolność nie można obiektywnie i sprawiedliwie ocenić człowieka.

Każdy człowiek będzie musiał zdać sprawę przed Bogiem, który wypowiada do nas swoje Słowo, kształtując nasze życie i powołując nas do życia w Jego Królestwie. Nie powinniśmy wobec tego interesować się tym, w jaki sposób Słowo Boże skutecznie działa w życiu bliźniego, a tym najczęściej są zainteresowani ludzie, którzy udają pobożnych, ale raczej w prostocie i czystości serca, odpowiadać na Boże poselstwo: „Mów Panie, bo sługa Twój słucha”.

Być może wielu ludzi nie wierzy w to, by Słowo Boże mogło mieć tak wielką moc? A jednak ono jest zdolne burzyć i budować, niszczyć i tworzyć, wprowadzać niepokój i sądzić, ponieważ nie jest zwykłym słowem. Ono wychodzi z ust Tego, który stworzył świat, i który wszystko widzi.

W swoim Słowie Bóg udziela samego siebie, dając cząstkę swego życia.

Na podstawie obserwacji, otaczającego nas świata, nie wyciągajmy pochopnych wniosków o niemożności uczynienia czegokolwiek przez to Słowo, które gromadzi nas w Kościół Chrytsusa. Ono działa skuteczniej niż potrafimy to sobie wyobrazić, ponieważ ono działa w ludzkim sercu. Jak dla nas jest źródłem satysfakcji, radości i szczęścia, tak dla innych jest źródłem niepokoju. A wszystko zależy od tego, do czego wzywa biblijne hasło niedzieli Sexagesimae: „Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych” (Hbr 3,15).

Pod żadnym pozorem nie zamieniajmy w Kościele władzy Słowa Bożego na żadną inną ludzką władzę, chyba że chcemy siebie oraz innych unieszczęśliwić. A że tak często się dzieje, to fakt bezsporny, który nie tylko smuci, ale i budzi niepokój.

Nie zamykajmy naszych serc na poselstwo Ewangelii, która jest naszą mocą, życiem i wypełniającą się obietnicą. Pamiętając o przestrodze ap. Piotra, że trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi, nie dajmy się zwodzić ludzkiej mądrości, ale stawajmy przed sądowniczym trybunałem Słowa Bożego, które demaskuje grzech naszych serc i myśli oraz powołuje nas do życia w światłości. Amen.

 

 

Sexagesimae

Panie Boże, niebieski Ojcze, powołałeś mnie do doskonałości. Często jednak wybieram złą drogę ku niej i zamiast stawać się podobnym do Ciebie, staję się zarozumiały i pyszny. Proszę, pomóż mi stać się doskonałym przez miłość, ponieważ taki wzór dał Jezus Chrystus. Niechaj także moja służba kaznodziejska będzie wyrazem mej miłości do bliźnich, do których mnie posyłasz, abym przypadkiem, wzywając innych do doskonałości, sam nie został odrzucony. Amen.

Hbr 4,12n

Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca; 13.i nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim, przeciwnie wszystko jest obnażone i odsłonięte przed ocza¬mi tego, przed którym musimy zdać sprawę.

 

Władza Słowa Bożego

W niedzielę Sexagesimae, poświęconą Słowu Bożemu, Kościół Jezusa Chrystusa może się upewnić, że nie jest zgromadzeniem partyjnym albo społecznością akademicką, słuchającą jedynie ludzkiej mądrości. Wyjątkowość chrześcijańskiego Kościoła polega bowiem na tym, że nie jest zgromadzeniem, które samo się zwołało, ale jest społecznością świętych, zwołaną przez żywego Boga. Społecznością zwołaną do słuchania.

Będąc Kościołem, możemy z nadzieją myśleć o przyszłości nie dlatego, że wzrasta ofiarność, a mądrze inwestując będziemy mogli utrzymywać majątek, ani nie dlatego, że wypełniamy misyjny nakaz Chrystusa, ale dlatego, że słuchamy świętego Boga, który przez swoje Słowo wzbudza w nas życie i udziela rozlicznych darów. Nie ulega wątpliwości, że jedynie serce żywe i poruszone jest sercem ofiarnym. Źródłem naszej siły i nadziei jest zatem Ewangelia, która, mówiąc słowami ks. dra M. Lutra, jest skarbem Kościoła.

Słowo Boże jest żywe i skuteczne w każdej sytuacji. Ono zawsze wypełnia swoje zadanie: „Gdyż jak deszcz i śnieg spada z nieba i już tam nie wraca, a raczej zrasza ziemię i czyni ją urodzajną,(...) tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem” (Iz 55,10n) - mówi Pan. Działanie Słowa Bożego ma jednak związek z odbiorem słuchającego człowieka. Nie w tym sensie, że Słowo nie może niczego zdziałać w sercu człowieka, który Go nie przyjmuje, ale w innym. Dla człowieka, słuchającego w prostocie serca, przyjmującego i wykonującego, Słowo Boże staje się życiem i zbawieniem. Odwrotnie dla człowieka, który słuchając niczego nie słyszy i nie wykonuje, Słowo Boże staje się oskarżeniem i potępieniem: „A jeśliby kto słuchał słów moich, a nie przestrzegał ich, – mówi Jezus – Ja go nie sądzę: nie przyszedłem bowiem sądzić świata, ale świat zbawić. Kto mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ma swego sędziego: Słowo, które głosiłem, sądzić go będzie w dniu ostatecznym” (J 12,47n).

Możemy więc powiedzieć, że ostateczną instancją sądowniczą jest Słowo Boże. A dlaczego tak jest, tłumaczy tekst kazalny.

 

1. Słowo Boże dotyka sumienia

„Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca”. Z tych słów, niezależnie od tego, jak będziemy tłumaczyć obrazy, użyte przez autora, wynika jedna, zasadnicza prawda, a mianowicie, że Słowo Boże jest nie tylko informacją, ale także wydarzeniem w życiu człowieka.

Słowo Boże nie dociera jedynie do uszu i w nich pozostaje, ale ono trafia człowieka w serce, napełnia sobą ludzkie myśli, po prostu wpływa na sumienie. I w tym sensie Słowo Boże nigdy nie pozostawia człowieka obojętnym. Ono budzi namiętności. Słowo Boże można przyjąć, albo odrzucić Zaakceptować i wykonywać, albo starać się je zagłuszyć i nie dopuścić do tego, aby wydało w sercu dobre owoce.

Sztandarowym przykładem jest oczywiście postać Kaina, który w odpowiednim czasie został przez Boga ostrzeżony: „Czemu się gniewasz i czemu zasępiło się twoje oblicze. Wszak byłoby pogodne, gdybyś czynił dobrze, a jeśli nie będziesz czynił dobrze, u drzwi czyha grzech. Kusi cię, lecz ty masz nad nim panować” (1 Mż 4,6n). Niestety Kain nie usłuchał Boga i postąpił według własnej pożądliwości. Niemniej na tym przykładzie można dostrzec, że Słowo Boże dosięgło Kaina w jego sumieniu. Dzięki temu Kain rozpoznał zło i mógł się ustrzec przed grzechem.

Jak dalece Słowo Boże jest zdolne wpływać na ludzkie sumienie i kształtować ludzkie postawy, dostrzegamy na wielu innych przykładach, a mianowicie proroków. Na przykład Jonasza i Jeremiasza. Każdy z nich na swój sposób pragnął uciec przed Słowem, z którym został posłany przez Boga. I każdy z nich inaczej został przez to Słowo przymuszony do wykonania woli Najwyższego.

W skuteczności działania Słowo Boże jest też ostrzejsze niż obosieczny miecz. To znaczy, ze ono nie pozostawia człowieka w spokoju, wręcz rani go, nie pozwala mu pozostać obojętnym. Zmusza do zajęcia konkretnej postawy. Wszak miecz jest symbolem wojny. W jednej ze swoich wizji Jeremiasz powiada: „Lecz ów dzień należy do Wszechmogącego, Pana Zastępów, to dzień pomsty, aby się pomścił nad swoimi wrogami! Miecz Pana pożera, nasyca się i upaja ich krwią, ...” (Jr 46,10). Skoro miecz pomaga walczyć i zwyciężać przeciwników, można powiedzieć, że Słowo Boże jest właśnie tym orężem, które wiernemu słuchaczowi Boga pomaga zwyciężyć grzech własnego serca i zło świata.

Symbol miecza każe jednak pamiętać o jeszcze jednym działaniu Słowa Bożego. Oto ustami Ezechiela Święty powiada: „Lecz ty, synu człowieczy, prorokuj i klaskaj w dłonie, niech miecz uderzy dwakroć, trzykroć! Jest to miecz rzezi, wielki miecz rzezi, który ich okrąża, Aby serca struchlały i aby wiele potknęło się i padło. Sprawiłem, że wyostrzono miecz do zabijania we wszystkich ich bramach. Uczyniono go jak błyskawica, wygładzono go na rzeź” (Ez 21,19n). Słowo Boże, przedstawione jako miecz, zwraca się więc przeciwko tym, którzy gardzą Bogiem i Jego Słowem.

Jeśli odniesiemy te obrazy do Nowego Testamentu, wnioski same zaczną się nasuwać. Pan Jezus powiada: „Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz” (Mt 10,34). Wypowiadając słowo Ewangelii Jezus nie uspakaja ludzkiego sumienia i nie gładzi słuchacza po sercu, mówiąc: „Pokój, pokój”, ale prowokuje do zajęcia zdecydowanego stanowiska: „Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie, ...” (Mt 12,30). I dlatego w Apokalipsie, w Liście do zboru w Pergamonie, znajdujemy słowa: „To mówi Ten, który ma ostry miecz obosieczny. (...) Upamiętaj się więc; a jeżeli nie, przyjdę do ciebie wkrótce i będę z nimi walczył mieczem ust moich” (Ap 2,12.16).

Powyższe teksty, szybko i pobieżnie omówione, a w nich szczególnie obraz miecza, do którego zostało przyrównane Słowo Boże, pomagają nam pojąć myśli z rozważanego tekstu, a mianowicie, że Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ponieważ wpływa na sumienie słuchacza. Kształtuje w nim praktyczną postawę naśladowcy Chrystusa, bądź wroga. Słowo obnaża człowieka takim, jakim jest w swoim sercu. O ludziach świata, nienawidzących Ewangelii, Jezus powiedział: „Gdybym nie przyszedł i do nich nie mówił, nie mieliby grzechu; lecz teraz nie mają wymówki z powodu grzechu swego” (J 15,22).

 

2. Słowo Boże w służbie Najwyższego

Ta wypowiedź Mistrza i Nauczyciela z Galilei kieruje myśli w stronę drugiego wiersza rozważanego tekstu: „I nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim, przeciwnie, wszystko jest obnażone i odsłonięte przed oczami tego, przed którym musimy zdać sprawę”. Słowo Boże, spełniające rolę sądu, stoi w służbie Boga, przed którym każdy z nas musi zdać sprawę z własnego życia.

Słowo zatem demaskuje nas i ujawnia najskrytsze tajniki naszych serc. Tylko ono jest w stanie prawdziwie ocenić intencje, które kierują naszymi decyzjami. I dlatego za najwyższą władzę w Kościele możemy uznać wyłącznie Słowo Boże, której muszą być poddane wszystkie ludzkie autorytety, ponieważ człowiek, spoglądający jedynie na to, co widzą oczy, nie potrafi wniknąć w serce i poznać intencji, decydującej o czynie. W efekcie nie potrafi sprawiedliwe ocenić bliźniego. Tylko Słowo Boże wnika w głąb ludzkiego serca, gdzie dzieją się najważniejsze akty człowieczeństwa. A bez tej zdolność nie można obiektywnie i sprawiedliwie ocenić człowieka.

Każdy człowiek będzie musiał zdać sprawę przed Bogiem, który wypowiada do nas swoje Słowo, kształtując nasze życie i powołując nas do życia w Jego Królestwie. Nie powinniśmy wobec tego interesować się tym, w jaki sposób Słowo Boże skutecznie działa w życiu bliźniego, a tym najczęściej są zainteresowani ludzie, którzy udają pobożnych, ale raczej w prostocie i czystości serca, odpowiadać na Boże poselstwo: „Mów Panie, bo sługa Twój słucha”.

Być może wielu ludzi nie wierzy w to, by Słowo Boże mogło mieć tak wielką moc? A jednak ono jest zdolne burzyć i budować, niszczyć i tworzyć, wprowadzać niepokój i sądzić, ponieważ nie jest zwykłym słowem. Ono wychodzi z ust Tego, który stworzył świat, i który wszystko widzi.

W swoim Słowie Bóg udziela samego siebie, dając cząstkę swego życia.

Na podstawie obserwacji, otaczającego nas świata, nie wyciągajmy pochopnych wniosków o niemożności uczynienia czegokolwiek przez to Słowo, które gromadzi nas w Kościół Chrytsusa. Ono działa skuteczniej niż potrafimy to sobie wyobrazić, ponieważ ono działa w ludzkim sercu. Jak dla nas jest źródłem satysfakcji, radości i szczęścia, tak dla innych jest źródłem niepokoju. A wszystko zależy od tego, do czego wzywa biblijne hasło niedzieli Sexagesimae: „Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych” (Hbr 3,15).

Pod żadnym pozorem nie zamieniajmy w Kościele władzy Słowa Bożego na żadną inną ludzką władzę, chyba że chcemy siebie oraz innych unieszczęśliwić. A że tak często się dzieje, to fakt bezsporny, który nie tylko smuci, ale i budzi niepokój.

Nie zamykajmy naszych serc na poselstwo Ewangelii, która jest naszą mocą, życiem i wypełniającą się obietnicą. Pamiętając o przestrodze ap. Piotra, że trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi, nie dajmy się zwodzić ludzkiej mądrości, ale stawajmy przed sądowniczym trybunałem Słowa Bożego, które demaskuje grzech naszych serc i myśli oraz powołuje nas do życia w światłości. Amen.

 

 

Uwagi egzegetyczno-teologiczne do terminu nowonarodzenie
Występujący w naszym teologicznym myśleniu termin nowonarodzenie posiada dość niejasny związek z pewnymi biblijnymi miejscami, które sprawiają niektórym egzegetom, a raczej pseudoegzegetom, poszukującym rozwiązań, zgoła odmiennych od tych, które zawsze były powszechne w egzegetycznej tradycji chrześcijańskiej i które nadal występują w najlepszych komentarzach do Nowego Testamentu. Właściwie chodzi głównie o dwa miejsca biblijne: 1 P 2,2 oraz J 3,1nn. Należy jednak mieć w polu widzenia także słowa z Kol 3,1-11. Dość jasne są wypowiedzi w Mt 19, 28 oraz Tt 3,5. W 1 P 2,2 występują słowa: „Jako dopiero co narodzone niemowlęta zapragnijcie rozumnego, niesfałszowanego mleka, aby służyło wam ono ku wzrostowi do zbawienia”. Abstrahując od Sitz im Leben tego słowa, jak zresztą większej części 1. Listu św. Piotra, należy zauważyć, że mamy tu do czynienia z metaforą, a nie opisem jakiegoś naturalnego zjawiska. Apostoł wzywając do odrzucenia złości, zdrady, obłudy, zazdrości, przypomina odbiorcom swojego Listu, a może pierwotnie słuchaczom swojego kazania chrzestnego, że powinni raczej – jako dopiero co narodzone niemowlęta – zapragnąć niesfałszowanego, rozumnego mleka, które dopomoże im w osiągnięciu zbawienia . Ochrzczeni nie zostali więc tu nazwani nowonarodzonymi dziećmi, ale przyrównani zostali do dopiero co narodzonych dzieci. Przy okazji należy zauważyć, że przekład nowonarodzone niemowlęta jest niedokładny, zmienia sens wypowiedzi biblijnego Autora, wszak Autor ma na myśli dopiero co narodzone dzieci, a nie „dzieci”, które zostały narodzone ponownie (w sensie np. duchowym). Zresztą samo słowo nowonarodzony w każdym kontekście teologicznym jest i będzie niejasne, mogące prowadzić do błędnych skojarzeń. Gdyby było inaczej, znalibyśmy je również z Listów apostoła Pawła. Wielki Apostoł opisując odrodzenie, odnowienie, początek nowego życia itp. woli używać innych terminów.