Blog > Komentarze do wpisu
Strategia Wcielenia

Teilhard de Charidn we właściwy dla siebie sposób zawyrokował: „Wiarę w Chrystusa będzie można w przyszłości zachować i rozszerzyć jedynie poprzez wiarę w świat”. Tych słów nie powinniśmy rozumieć w taki sposób, że przyszłość będzie bezbożna, ponieważ miejsce wiary w Jezusa Chrystusa zajmie wiara w stworzenie, jako substytut Boga, i dlatego czeka nas powrót do religijności naturalnej, w której najważniejsza jest ziemia - bogini matka.

Słowa francuskiego teologa i antropologa mają nam uzmysłowić – notabene rozwijając i uaktualniając starochrześcijańskie intuicje teologiczne, które na długie wieki zostały odsunięte na margines chrześcijańskiej refleksji i modlitwy -, że Chrystus, jako Syn Boży, poprzez wcielenie w łonie błogosławionej Panny Marii, swoją zbawienną działalnością objął nie tylko człowieka, ale także resztę stworzenia i ludzką historię, a więc całą przestrzeń i czas. Mówiąc inaczej, miejscem wcielenia i objawienia Jezusa Chrystusa jest świat, a nie tylko człowieczeństwo. Można zatem założyć istnienie przynajmniej trzech kręgów objawienia chwały Chrystusa. Są nimi człowiek, Kościół i świat.

W tym momencie możemy już dość precyzyjnie pojąć, co rzeczywiście chciał wyrazić Teilhard de Chardin. Otóż chrześcijanie muszą szybko nauczyć się rozpoznawać obecność Chrystusa nie tylko w sobie i w Kościele, ale także poza Kościołem, to znaczy w Bożym stworzeniu. Tymczasem można odnieść wrażenie, że wielu chrześcijan żyje w taki sposób, jakby dzieje i los stworzenia w ogóle ich nie obchodziły. Najlepiej widać to w sferze duchowej. Chociaż żyją w XXI wieku, ich duchowość jest tego rodzaju, ze równie dobrze mogliby żyć w XVII czy w XII wieku.

Wbrew pozorom ta jednolitość stylu jest niepokojąca, a nawet tragiczna. Duchowość po-zbawiona odniesienia do teraźniejszości, jakby bezcielesna, w istocie rzeczy jest objawem całkowitej obojętności na problemy współczesnego świata. O takich chrześcijanach można powiedzieć, że próbują ukryć się przed czasem i przestrzenią, ponieważ boją się, że zostaną skrzywdzeni. Świat ich nie interesuje, a myślą wyłącznie o sobie. Owi pobożni sądzą, że odrzucając teraźniejszość są wierni Mistrzowi z Galilei, który wezwał ich do szukania Królestwa Bożego. Nie zauważają, że Królestwo Boże jest zanurzone w świecie i już w tym czasie i przestrzeni rozwija się aż po przyszłą pełnię. Nie pojmują, albo nie chcą pojąć, że wieczność wyraża swoją aktualność w wydarzeniach historycznych i dlatego zdrada teraźniejszości jest zdradą wieczności.

Ahistoryczne chrześcijaństwo jest po prostu fikcją. Ono nie istnieje. Gdyby było możliwe, Syn Boży nie byłby historycznym człowiekiem, który umarł w konkretnym czasie i miejscu, za panowania Poncjusza Piłata. Chrześcijaninem jest się przez świadome wcielenie, czyli przez świadome wejście w świat, jego dzieje i problemy. Pod tym względem chrześcijaństwo można uznać za konsekwentną Strategię Wcielenia.

Z Apokalipsy wg św. Jana wiemy, że lokalne Kościoły po okresach wspaniałego rozwoju, miewają często problemy z zachowaniem wierności Jezusowi Chrystusowi, w związku z czym ich świecznik zostaje przez Chrystusa zdmuchnięty i znikają z chrześcijańskiej mapy. Żaden lokalny bądź wyznaniowy Kościół nie może być pewien swojej trwałości i niewzruszoności. Czy, w związku z naszą refleksją, której punktem wyjścia są słowa: „Wiarę w Chrystusa będzie można w przyszłości zachować i rozszerzyć jedynie poprzez wiarę w świat”, można stworzyć jakieś współczesne kryterium wierności Chrystusowi, którego spełnianie zapewni Kościołowi trwanie i błogosławiącą obecność Chrystusa?

Wydaje mi się, że tak. Tym kryterium jest historyczność Kościoła, czyli Strategia Wcielenia. Świętość Kościoła, jego żywotność i wierność Chrystusowi możemy mierzyć zdolnością podejmowania problemów swojego czasu i wielkością wysiłku włożonego w ich rozwiązywanie. Jeżeli Kościół tego nie robi, nie zdaje testu wierności i nie spełnia kryterium wieczności. Świecznik takiego Kościoła nie świeci a jego dni są policzone.

Czy w tym miejscu mam napisać, że świecznik naszego Kościoła został przez Chrystusa zdmuchnięty? Niech każdy sam spróbuje ów problem rozwikłać. Ja stawiam jedynie pytania: Czy nasz Kościół realizuje konsekwentną Strategię Wcielenia? Czy jest zainteresowany problemami świata, którego jest cząstką, czy wyłącznie samym sobą? Czy zaangażowaliśmy się w problemy ekologiczne? A może demograficzne? Czy interesują nas szybkie zmiany w strukturze społecznej? Czy stoimy na straży sprawiedliwości? A jeśli w Europie zmienią się warunki klimatyczne, czy nie pochłonie nas migracyjna fala?

A może inaczej? Skoro wewnątrz Kościoła nie czynimy sprawiedliwości, czego przykładem niech będzie proces dyscyplinarny jednego z księży, trwający o wiele za długo, z pogwałceniem kościelnych przepisów, a los tego człowieka mało nas obchodzi, to na jakiej podstawie miałby świat po nas czekać zaangażowania w Strategię Wcielenia?

 

wtorek, 28 września 2010, mju2

Polecane wpisy

  • Kościelne projekty

    W rozlicznych wystąpieniach, począwszy od kazań a na referatach skończywszy, nieustannie słyszymy, że Kościół potrzebuje ciekawych projektów, które pokażą persp

  • Biskupie porządkowanie

    Biskupie urzędowanie w Kościele niejedno ma imię: duszpasterz, widzący dalej (zob. Eklezjolik, [w:] Zwiastun 48, nr 9, Bielsko-Biała 2008, s. 12;), ojciec, przy

  • Profetyczny (prorocki) Duch Kościoła

    Rozpocznę Eklezjolik przemyśleniami po lekturze dwóch tekstów biblijnych, które uświadomiły mi prawdę o jedności, a właściwie kontynuacji działania Ducha. Pierw