Blog > Komentarze do wpisu
Kościelne projekty

W rozlicznych wystąpieniach, począwszy od kazań a na referatach skończywszy, nieustannie słyszymy, że Kościół potrzebuje ciekawych projektów, które pokażą perspektywę drogi na najbliższe lata i dziesięciolecia. I słusznie. Sam należę do grona ludzi, doceniających wartość dobrze opracowanych projektów, z precyzyjnie wyznaczonymi celami. Niestety najczęściej słyszę wówczas chichot kusiciela, który znanymi sobie metodami odwraca nas od źródeł życia, bo nie w każdym projekcie można dostrzec Boga i troskę o triumf życia.

A jeśli to nie jest chichot zła, a ironia języka? Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że kusiciel po prostu posługuje się słowami, którym celowo nadaje nowe znaczenie! Może diabelskie kuszenie i odwodzenie od Boga polega na odwracaniu znaczenia słów, które powinny być epifanią Boga? Bo na przykład jak to jest z szumnymi, kościelnymi projek-tami? Czy bardzo często nie są jedynie zmyślnymi opakowaniami dla dawno wymyślonych produktów, które zdążyły się zestarzeć i zdeaktualizować? I zamiast solić ziemię i oświecać ludzkie osiedla, odmieniać ludzkie losy i siać słowa życia, które mogłyby przynosić nieoczekiwanie wysokie plony ludzkiego zbawienia, tworzymy słowne konstrukcje, dalekie od prawdziwej mądrości, oraz struktury organizacyjne i społeczne, będące więzieniem ludzkiego ducha.

O co chodzi? O problem, którego negatywne skutki chcę pokazać na przykładzie słowa projekt, pochodzącego z języka łacińskiego. Etymologia podpowiada, że projekt powinien umożliwiać wyrzucenie na zewnątrz (pro-getto – wyrzucam), czyli inaczej wydobycie na światło dzienne. Tymczasem powstaje wiele projektów, których celem jest nie uzewnętrznienie, ale uwewnętrznienie, wchłonięcie do środka i przechowanie w odpowiednim śro-dowisku.

Dobre projekty, a już zwłaszcza kościelne, powinny uwzględniać środek, centrum, czyli inaczej tożsamość, która jest punktem wyjścia i podstawą wszelkich działań, ale osiągać cele na zewnątrz. Chodzi mianowicie o wyjście poza własny krąg, utarte sposoby działania i schematyzm myślenia, aby tworzyć nowe tkanki życia, niezbędne ludzkiej społeczności do przeżycia i rozwoju. To Kościół jako społeczna awangarda i kulturowa elita ma tworzyć i realizować projekty, służące rozprzestrzenianiu się życia i dobra.

Poszukiwanie, niespodzianka, nieposkromiona wyobraźnia, odwaga tworzenia, wreszcie miłość jako efekt zauroczenia i fascynacji – to są najwłaściwsze owoce Ducha Świętego, którymi powinny echować się wszystkie kościelne projekty. Tymczasem wiele z nich (nie uważam, że wszystkie) tworzonych jest raczej po to, aby zamknąć, uwięzić, usztywnić, stworzyć społeczną matrycę, wedle której tworzy się zastępy tzw. chrześcijan, nie zdolnych do pozostawania dłużej sobą. Projekty, które zniewalają ducha i ograniczają wyobraźnię, nie są Boże, skoro Jezus z Galilei dążył raczej do tego, aby Jego uczniowie prz-pominali płomienie i byli zdolni zmieniać świat.

Stąd także ewangelizowanie nie może być wchłanianiem ludzkiej osoby, ani wyjaławia-niem kultury z życiodajnych archetypów, bo Kościół nie jest rodzajem społecznego jamochłonu, pozbawiającego świat jego właściwości. Wręcz odwrotnie, Kościół niczym Jezus z Galilei ludzką osobę i kulturę powinien ubogacać słowem Ewangelii. Dlatego musi tworzyć projekty, które na światło dzienne wydobywają to wszystko, co w człowieku jest piękne i dobre, a do tej pory było głęboko schowane z powodu lęku i braku pewności siebie.

Poza tym nasz Kościół ma niewyobrażalną szansę w sferze tożsamości narodowej, którą bezpowrotnie marnuje. Co 3 sierpnia wydarzyło się przed pałacem prezydenckim i ma związek ze smoleńską katastrofą, a czego najtragiczniejszą puentą jest wypowiedziane tam zdanie o katolickiej Polsce, którą chce zawłaszczyć grupa rozhisteryzowanych fanatyków, nie mających pojęcia o chrześcijaństwie, powinno nam unaocznić, że sprzeniewierzamy się swojemu powołaniu. W społeczeństwie, cechującym się typowo introwertyczną duchowo-ścią, co ma bezpośredni wpływ na sposób pojmowania tożsamości narodowej, żyjącym w lęku przed wszystkim, co inne i zewnętrzne, powinniśmy mówić o duchowości otwartej i ją odważnie pokazywać. Byłyby to działania ewangelizacyjne w pełnym tego słowa znaczeniu, zmierzające do uzdrowienia i otworzenia narodowej społeczności, której duch został uwięziony w duchowym i kulturowym getcie strachów na Lachy.

Zasadnicze pytanie dotyczy jednak obecnych i przyszłych projektów. Jakie będą? Czy po-dobnie będą nas zamykały w getcie ewangelickich lęków, czy umożliwią nam stworzenie nowych tkanek życia? Czy będziemy ludzi uzdrawiali i prostowali, a także uczyli, że chrześcijańskie życie jest wyjściem z siebie, z zadomowienia, a w związku z tym jest ciągłym poszukiwaniem nowego obrazu samego siebie, nieustanną pielgrzymką ku nieznanemu celowi, który osiągają ludzie odważni, z nieograniczoną wyobraźnią, rozkochani w wolności.

 

wtorek, 28 września 2010, mju2
Tagi: projekty

Polecane wpisy